Moim twórczym bodźcem jest chyba irytacja. Wystarczy że mnie jeden z drugim wkurzy i już się uruchamia lawina słów, które można przelać na klawiaturę.
Z racji tego powstała druga część jakże potrzebnego 'Hostelowego savoi vivru' dla ubogich umysłowo.
Proponuje oddać do druku i wręczać jako darmową broszurkę przy zameldowaniu.
Zasada 5.
Czajnik elektryczny, co może niektórym wydać się dziwne, służy do gotowania wody. WYŁĄCZNIE WODY. Nie gotujemy w nim jajek, parówek, ryżu czy innych dziwactw. I na prawdę nie obchodzi mnie, że robisz tak w domu, bo nie jesteś w domu.
Za to jak już wrócisz, możesz sobie w czajniczku ugotować nawet zupę, a żelazkiem zrobić tosty. Smacznego.
Zasada 6.
Kiedy przy zameldowaniu usłyszysz "Przy wyjściu prosimy o pozostawienie klucza na recepcji" to zwykle oznacza to, że wychodząc zostawiamy klucz na recepcji. Szokujące, prawda?
Można oczywiście spróbować przemycić klucz w kieszonce, krokiem luzaka zmierzając do drzwi, a na słowa "PRZEPRASZAM, PROSZĘ ZOSTAWIĆ KLUCZ" zareagować przysłowiowym karpiem. Później rozpocząć absurdalnie długą i bezsensowną dyskusję "DLACZEGO" owy klucz się zostawia. Wtedy zwykle można zostać oskarżonym o to, że mamy zamiar grzebać w czyichś rzeczach!
Przyjmij do wiadomości uparty baranie, że recepcjonista ma lepsze rzeczy do roboty niż grzebanie w stercie Twoich majtasków.
Zasada 7.
Być może niewielu ludzi o tym wie, ale zejście z 4 piętra nie zajmuje 2 sekund, a dzwonienie do drzwi tysiąc razy niczego nie przyspiesza. Wręcz przeciwnie, tempo schodzenia spada wprost proporcjonalnie do ilości naciśnięć dzwonka. Dlatego wciśnij go RAZ i czekaj! "Zaraz wracam" nie oznacza "Dobiegam do drzwi w 5 sekund, sprawdź mnie".
Zasada 8.
Hostel to nie galeria sztuki. Tu przychodzi się żeby pokoje wynajmować, a nie oglądać. W celu podziwiania aranżacji wnętrz zapraszam do Ikei. Ja rozumiem, że ktoś może mieć uraz po wizycie gdzie indziej i może trafił mu się zdechły szczur pod łóżkiem, ale co innego oglądanie, a co innego ZAMYKANIE się w pokoju na dłużej niż to konieczne. No bo czy oglądanie pokoju o powierzchni 15 m kw. może zajmować 20 minut? :) Szybkim numerkom mówimy stanowcze NIE.
Chyba znowu potrzebuje urlopu.
Bezlitośnie o realiach pracy w hostelu i jego gościach. Bilet w pierwszym rzędzie na cyrkowe widowisko, jakim jest praca recepcjonisty!
wtorek, 28 sierpnia 2012
wtorek, 7 sierpnia 2012
Hostelowy savoir vivre
Dzisiejszy dzień mogę śmiało wrzucić do worka z kategorią 'skrócenie życia o 5 lat'.
Osiwiałam sto razy, wyklinałam więcej niż przez całe dotychczasowe życie i w dodatku jestem tylko o krok od nabawienia się wrzodów żołądka. Podsumowując, uroczo.
Z tej okazji postanowiłam przygotować przewodnik po hostelowym savoir vivre.
Takie małe KNOW HOW dla wszystkich debili, którzy nie mieli jeszcze okazji funkcjonować w normalnym świecie, wyrwali się ze swoich zapyziałych nor i myślą, że jak zapłacą za nocleg 55 zł to są Panami świata, ba wszechświata. Idźcie do Hiltona, a będziecie mogli gwiazdorzyć do woli.
Chcę tylko subtelne przypomnieć, że będąc w hostelu znajdujemy się wśród innych, prawdopodobnie normalniejszych ludzi (w sensie recepcjonistów), którzy niekoniecznie chcą mieć styczność z tym, z czym mają.
Zasada 1.
Przyjeżdżając aby się zameldować nie stajemy przed recepcją bez słowa, patrząc jak ciele na malowane wrota. Warto się przedstawić, bo nie przychodzimy do wróżbity Macieja, ani Kaszpirowskiego i nikt nie będzie zgadywać czy może macie tu rezerwację, czy jesteście jakimś podejrzanym typem, który planuje ukraść świnię z napiwkami.
Na wstępie warto wydusić chociażby 'dzień dobry' albo mieć w sobie tyle kultury, aby na nie odpowiedzieć.
Zasada 2.
Porzucamy domowe przyzwyczajenia!
To, że ktoś w domowym zaciszu lubi sobie pohasać na golaska z łazienki do pokoju wcale nie oznacza, że to samo praktykujemy w hostelu.
W 90 % przypadków nie mamy do czynienia z modelami z Abercrombie&Fitch (a w zasadzie w 100 %, ale zawsze można mieć nadzieję), a z Panami prezentującymi piwny owłosiony brzuch i chodzącymi w tę i z powrotem dumnie drapiąc się po jajach. Bardzo nieprzyjemny widok, zwłaszcza jeśli człowiek jest po śniadaniu.
Zasada 3.
Uprzejmie brzmiąca prośba 'Prosimy o mycie po sobie naczyń i nie zostawianie ich w zlewie" często błędnie interpretowana jest jako "Pierdolnij wszystkie gary do zlewu, zapchaj odpływ fusami od herbaty przeczyszczającej i ciesz się życiem".
Konieczne jest tu parę słów sprostowania. O ile nie drepcze za Tobą twój domowy parobek, który weźmie się za mycie garów gdy tylko wrzucisz je do zlewu, podwiń z łaski swojej rękawki i umyj swoje brudy.
Zasada 4.
Kiedy słyszymy cenę za pokój warto mieć na uwadze, że nie trafiliśmy na licytację do domu aukcyjnego i cena za pokój, którą nam podadzą to nie cena wywoławcza.
Nie jesteśmy na targu w Tunezji i nie będziemy się targować. Opcja zapłaty za pokój łańcuszkiem czy innym wielbłądem też nie wchodzi w grę.
Nóż w kieszeni otwiera mi się za każdym razem gdy słyszę: "Dobrze, jak dam 100 zł to będzie okej?" Nie, nie okej. A jak chcesz dać, to daj ale gdzie indziej. Tu kosztuje tyle i kropka.
To tak jakby targować się w spożywczaku o chleb za 1,50 zł zamiast 3 zł.
Stay tuned! To dopiero część 1 ;)
Osiwiałam sto razy, wyklinałam więcej niż przez całe dotychczasowe życie i w dodatku jestem tylko o krok od nabawienia się wrzodów żołądka. Podsumowując, uroczo.
Z tej okazji postanowiłam przygotować przewodnik po hostelowym savoir vivre.
Takie małe KNOW HOW dla wszystkich debili, którzy nie mieli jeszcze okazji funkcjonować w normalnym świecie, wyrwali się ze swoich zapyziałych nor i myślą, że jak zapłacą za nocleg 55 zł to są Panami świata, ba wszechświata. Idźcie do Hiltona, a będziecie mogli gwiazdorzyć do woli.
Chcę tylko subtelne przypomnieć, że będąc w hostelu znajdujemy się wśród innych, prawdopodobnie normalniejszych ludzi (w sensie recepcjonistów), którzy niekoniecznie chcą mieć styczność z tym, z czym mają.
Zasada 1.
Przyjeżdżając aby się zameldować nie stajemy przed recepcją bez słowa, patrząc jak ciele na malowane wrota. Warto się przedstawić, bo nie przychodzimy do wróżbity Macieja, ani Kaszpirowskiego i nikt nie będzie zgadywać czy może macie tu rezerwację, czy jesteście jakimś podejrzanym typem, który planuje ukraść świnię z napiwkami.
Na wstępie warto wydusić chociażby 'dzień dobry' albo mieć w sobie tyle kultury, aby na nie odpowiedzieć.
Zasada 2.
Porzucamy domowe przyzwyczajenia!
To, że ktoś w domowym zaciszu lubi sobie pohasać na golaska z łazienki do pokoju wcale nie oznacza, że to samo praktykujemy w hostelu.
W 90 % przypadków nie mamy do czynienia z modelami z Abercrombie&Fitch (a w zasadzie w 100 %, ale zawsze można mieć nadzieję), a z Panami prezentującymi piwny owłosiony brzuch i chodzącymi w tę i z powrotem dumnie drapiąc się po jajach. Bardzo nieprzyjemny widok, zwłaszcza jeśli człowiek jest po śniadaniu.
Zasada 3.
Uprzejmie brzmiąca prośba 'Prosimy o mycie po sobie naczyń i nie zostawianie ich w zlewie" często błędnie interpretowana jest jako "Pierdolnij wszystkie gary do zlewu, zapchaj odpływ fusami od herbaty przeczyszczającej i ciesz się życiem".
Konieczne jest tu parę słów sprostowania. O ile nie drepcze za Tobą twój domowy parobek, który weźmie się za mycie garów gdy tylko wrzucisz je do zlewu, podwiń z łaski swojej rękawki i umyj swoje brudy.
Zasada 4.
Kiedy słyszymy cenę za pokój warto mieć na uwadze, że nie trafiliśmy na licytację do domu aukcyjnego i cena za pokój, którą nam podadzą to nie cena wywoławcza.
Nie jesteśmy na targu w Tunezji i nie będziemy się targować. Opcja zapłaty za pokój łańcuszkiem czy innym wielbłądem też nie wchodzi w grę.
Nóż w kieszeni otwiera mi się za każdym razem gdy słyszę: "Dobrze, jak dam 100 zł to będzie okej?" Nie, nie okej. A jak chcesz dać, to daj ale gdzie indziej. Tu kosztuje tyle i kropka.
To tak jakby targować się w spożywczaku o chleb za 1,50 zł zamiast 3 zł.
Stay tuned! To dopiero część 1 ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

