niedziela, 9 września 2012

KNOW HOW: Meldowanie.

Chociaż procedura zameldowania to jedna z najprostszych w hotelarstwie, to z niewiadomych przyczyn w hostelach średnio w 90 % przypadków odbywa się ona dalece od normy. Dlaczego? Nie wiadomo. Krążą pogłoski, że to wszystko wynika z ludzkiej głupoty i jakoś nie potrafię znaleźć lepszego wytłumaczenia.
Swoją drogą to ciekawe, że prośba o dokument może sprawić problem i to nie mały.
Ludzie mają po prostu niesamowity talent do komplikowania najprostszych czynności i to co powinno być stosunkowo miłe i bezproblemowe staje się koszmarem, porównywalnym do 8 godzinnego koncertu Justina Biebera, z bisami i przymusowym wstępem na backstage, po którym mamy ochotę się pociąć i wskoczyć do beczki z octem.

Jest wiele sytuacji kiedy można przewidzieć, że zameldowanie gościa stanie się małym kabaretem, w którym chcąc nie chcąc odegramy główną rolę. W zasadzie są to wszystkie sytuacje, które nie odbywają się według schematu:
Gość: Dzień dobry, mam rezerwację na nazwisko Kowalski
Recepcjonista: Dzień dobry, proszę o dokument tożsamości.



Po 1.
Przychodząc do hostelu dobrze wiedzieć, że jeśli czeka już na nas pokój to jest to REZERWACJA, a nie REJESTRACJA. A co za tym idzie, będziemy meldowani, a nie rejestrowani.
Zarejestrować można się do lekarza, chociaż z tym w Polsce bywa różnie, no chyba że nie mamy planów na 2050 r. to wtedy żaden problem.
Może oczywiście zdarzyć się tak, że komuś wydaje się, że jest Królem Norwegii i być może pomylił recepcję z poradnią zdrowia psychicznego, wtedy barykadujemy się w łazience i wzywamy ochronę.

Po 2.
Jeśli masz w planie przyjść i na prośbę o dokument powiedzieć "Przykro mi, ale nie mam'' albo "Nie dam Pani dokumentu", to najlepiej od razu wyjdź, zgiń, przepadnij i nie wracaj - nigdy.
Takie cyrki proponuje urządzać sobie w spożywczaku przy kasie, i jak ekspedientka powie "Proszę 18,56 zł" to wtedy śmiało mówcie "Ale ja nie mam" albo "Mam ale nie dam!" i czekajcie na reakcję.


Po 3.
I tutaj nie wiadomo czy się śmiać czy płakać, ale trzeba wiedzieć (i przywyknąć), że ludzka fantazja nie zna granic. Nieświadomym uchylę rąbka tajemnicy i podpowiem, ze pod magicznym pojęciem 'dokument tożsamości' kryją się zwykle dowód osobisty, paszport lub prawo jazdy. Tak standardowo oczywiście.
Dlatego niestety, ale nie zamelduje nikogo na kartę kredytową ("No ale tu przecież są jakieś dane!"), legitymację z ZUS-u, kartę rowerową, indeks (pozdrawiam dziwnych studentów cyganów) czy inne karty biblioteczne.
Gość:"A powie mi Pani gdzie mogę się ZALOGOWAĆ bez dokumentu?"
Ja: "Nigdzie"
Nie wierzę żeby ktoś był na tyle głupi i meldował bez dokumentu. A jeśli jest to sorry, zwracam honor!

Po 4.
Kiedy gość wchodzi do recepcji ze słowami "KTÓRA TO PANI CHCE ZE MNIE ZEDRZEĆ PIENIĄDZE" albo "ALE MI PANI SPIEPRZYŁA DZIEŃ" to zwykle oznacza problem związany z wcześniejszym zameldowaniem. Wtedy na starcie najlepiej od razu walnąć sobie z pięć tabletek Persenu i odkręcić termos z melisą, bo zapowiada się ''dyskusja - level hard", a przecież nigdy nie wiadomo kiedy puszczą nam nerwy i damy komuś w mordę.
Ja stosuje prostą zasadę wzajemności, i ludzi którzy w dupie mają godziny doby hostelowej, mam w dupie.
Wtedy jakoś łatwiej im zrozumieć, że nikt nie lata po hostelu z mopem przez 24 godziny, tylko czekając aż znajdzie się coś do sprzątania.

Warto pamiętać, że jeśli recepcjonista zechce, to potrafi być na prawdę wredny, czyli lepie nas nie wkurwiać bo już i tak jesteśmy na granicy wytrzymałości.