sobota, 10 listopada 2012

What the fuck?

O tym, że weekend to czas kiedy zewsząd wypełzają idioci różnego typu wiem od dawna.
A dokładnie od 1,5 roku, kiedy to zaczęłam pracować jako recepcjonistka.
Wypełzają ze swoich nor i pełzną do mnie, podnoszą ciśnienie i pełzną dalej albo wracają do swojej szarej egzystencji.
Ja natomiast zostaje sam na sam z kubłem melisy na pocieszenie, łzami w oczach (ludzka głupota wywołuje u mnie niepohamowany smutek i żal) i jakimiś 8-9 godzinami do końca zmiany.

I o ile dziś nie mam w zasadzie żadnych wskazówek dla gości, to mam ogólne pytanie do społeczeństwa, które brzmi "CO AUTOR MA NA MYŚLI? (w wolnym tłumaczeniu "WHAT THE FUCK, MAN?!"), w odniesieniu do niektórych sytuacji.
Może ktoś mi wyjaśni o co tym ludziom chodzi, bo ja nie wiem.
Nie wiem i nie rozumiem, a żeby zrozumieć musiałabym chyba skończyć psychologię, psychiatrię i mieć 30 letni staż zawodowy, co jest ciut nierealne na chwilę obecną.


Najbardziej powszechną, notoryczną i irytującą kwestią jest sytuacja gdy potencjalny klient ma ochotę się potargować, czyli coś w stylu "A teraz pozwoli Pani, że przeniesiemy się na turecki bazar! START!".
No ogólnie to ja dziękuję za takie rozrywki, bo po 1. nie jestem zainteresowana, a po 2. nie jestem zainteresowana. Niestety nie mam tyle szczęścia, żeby ktoś zapytał mnie o zdanie i chcąc nie chcąc biorę udział w tym cyrku.
O ile taka dyskusja ma miejsce względnie wcześnie, to mam jeszcze na tyle sprawny umysł, że potrafię się skutecznie bronić, jednak pod ostrzałem stwierdzeń typu: "Wie Pani, ale to jest drogo gdzie indziej jest taniej", "Za tyle to ja spałem w Krakowie" albo "Jaką cenę może mi Pani zaproponować" każdy by w końcu skapitulował. Wtedy po prostu siedzę i beztrosko wzruszam ramionami z miną w stylu "Mam to w dupie".

Czy ludzie idąc do sklepu kupić buty też podchodzą do sprzedawcy i zaczynają od słów: "A MOŻE BY JAKĄŚ ZNIŻKĘ?". Bo te buty nie są na tyle brązowe na ile bym chciał, bo podeszwa ma nie ten kolor, bo producent nie ten!
Czy kupując chleb można dostać zniżkę studencką? Nie? A DLACZEGO? Ale ja jestem studentem!
Jest na to oczywiście najprostsza na świecie rada, która brzmi mniej więcej tak: NIE PODOBA SIĘ? TO WYNOCHA! I w sumie tyle mogę wymruczeć sobie pod nosem, jak już delikwent wyjdzie.

Idźmy dalej.

Czy obsługa drzwi może być trudna?
Mogłoby się wydawać, że na to pytanie odpowiedź jest oczywista. Nic bardziej mylnego.

Zacznijmy od szatańskiego wynalazku jakim są drzwi. Mało kto wie (jak wynika z moich obserwacji), ale zamknięte drzwi można otworzyć naciskając na klamkę.
Dla niektórych może to być szok, bo są przyzwyczajeni do taranowania przeszkód jakie stają im na drodze, ale da się łatwiej i wbrew pozorom drzwi nie są żywiołem z którym trzeba walczyć! Nie tylko ominą nas przykrości związane z bolącym barkiem, ale też zaoszczędzimy sobie pełnego politowania spojrzenia recepcjonistki.
Gdy już znamy tę metodę możemy spróbować potrenować w domowym zaciszu. Nie mam jednak złudzeń i wiem, że wciąż będę tu przychodzić tacy, których to przerasta.
Muszę jednak przyznać, że widok ludzi, którzy z całej siły trzęsą drzwiami z obłędem w oczach i miną pod tytułem "ta baba nie chce mnie stąd wypuścić'' jest dość zabawny.

I na koniec.

Jeśli jest gdzieś na świecie jakiś konkurs na szczyt bezczelności, to bez wątpienia mam kandydata na pierwsze miejsce podium. Tym samym przedstawiam ostatniego bohatera dzisiejszego dnia, którego zachowanie idealnie pasuje pod hasło "What the fuck, man?".
Jest to pewien czarnoskóry gość hostelowy, który nie tylko postanowił przedłużyć dobę nie płacąc za nią, ale na odchodne (chociaż może nie jest to najwłaściwsze słowo) zlał się w łóżku i uciekł w siną dal.
Ja wiem, że nie każdy może być obeznany w różnych technicznych nowinkach ze świata, ale umówmy się, że toaleta to nie jest wczorajszy wynalazek. Ale co ja tam wiem!

Ot, zwykły dzień w pracy.