"Nie masz prawa zwrócić mi uwagi O NIC! Bo ja tu jestem GOŚCIEM i JA Ci daje na chleb"
Cóż...po pierwsze słonko, nie przypominam sobie żebyśmy razem wódkę pili, a tym samym nie wydaje mi się żebyśmy byli na 'TY'. A po drugie, to nie jadam pieczywa, ale dzięki za Twą niewymowną łaskę.
Gdybym za każdym razem, gdy usłyszę, że jestem bezczelna dostawała 1 zł to pewnie byłabym już milionerką. Wtedy wszyscy mogliby pocałować mnie w dupę. I to tylko w tą którą zachowali w pamięci, bo ta rzeczywista już dawno byłaby w odrzutowcu lecącym do ciepłych krajów.
Bywam bezczelna z różnych powodów. A to chce od kogoś dowód, a to pieniądze za nocleg, a to (o zgrozo!) mam czelność zapukać do czyichś drzwi i powiedzieć, że doba już dawno się skończyła i czas wracać do domu.
Dziś czarę goryczy przelała prośba, aby zgłaszać usterki w momencie ich zastania.
Pan był ewidentnie nadwrażliwy (możliwe też, że trafiłam na TEN dzień w miesiącu) bo wygłosił mi TRYRADĘ na temat zasad pracy hotelarza.
Zawsze się zastanawiałam się, kiedy nadejdzie ten magiczny moment, że trafię na jakiegoś wybitnego specjalistę 'z branży', który postanowi skomentować moją pracę. Doczekałam się!
Był to (jakże życiowo doświadczony) facet (chłopak?), rocznik 89', który 'hotelarstwem' zajmuję się od 15 lat, czyli w zasadzie od 8 roku życia pracuje zawodowo, a prawdopodobnie już w łonie matki uczęszczał na praktyki hotelarskie, a może nawet miał własną firmę.
Po porodzie z marszu został dyrektorem jakiegoś hotelu i tak mu zleciało do teraz, kiedy to odwiedza polskie hostele, aby ubliżać pracującym tam ludziom. Żadna inna praca nie jest godna jego kwalifikacji, a niestety nie stworzyli jeszcze stanowiska polegającego na byciu gnojem (poza polityką oczywiście).
Jakby tego było mało, oczywistym jest, że jego rodzice prowadzą hotel. I to hotel nie byle jaki, bo najwyraźniej można tam robić wszystko czego tylko dusza zapragnie i nikt nie zwróci nam uwagi!
Masz ochotę nasrać na recepcji? Nie krępuj się!
A może jesteś prostytutką która nie ma ochoty płacić za nocleg? Nie ma problemu!
Wszystko w myśl zasady 'klient ma zawsze rację' według której, powinnam uśmiechać się kiedy mnie wyzywają, dziękować gdy mnie poniżają, a gdy plują mi w twarz cieszyć się, że pada deszcz i doceniać orzeźwiającą mgiełkę na twarzy. Bo w końcu dają mi na chleb.
Moja rada dla hotelarza stulecia (który najwyraźniej musiał ostro pierdolnąć się w głowę przed wygłoszeniem mi tego wykładu) jest taka, aby zatrudnił się w hostelu i zobaczył z czym, i kim może mieć do czynienia oraz żeby konsekwentnie realizował swoją zasadę lizania gości po dupie.
Szczytów ludzkiej bezczelności jest tyle, ile na świecie szczytów górskich, czyli umówmy się, o wiele za dużo! Ludzka bezczelność bierze się z przekonania, że wszystko nam się należy. To z kolei bierze się z aroganckiego przekonania, że wszystko wiemy najlepiej.
Z tego najwyraźniej wywodzi się zasada, że klient ma zawsze rację i 'jak będę chciał to sobie nasram na środku pokoju, a TY i tak nie możesz mi nic powiedzieć".
Cóż...po pierwsze słonko, nie przypominam sobie żebyśmy razem wódkę pili, a tym samym nie wydaje mi się żebyśmy byli na 'TY'. A po drugie, to nie jadam pieczywa, ale dzięki za Twą niewymowną łaskę.
Gdybym za każdym razem, gdy usłyszę, że jestem bezczelna dostawała 1 zł to pewnie byłabym już milionerką. Wtedy wszyscy mogliby pocałować mnie w dupę. I to tylko w tą którą zachowali w pamięci, bo ta rzeczywista już dawno byłaby w odrzutowcu lecącym do ciepłych krajów.
Bywam bezczelna z różnych powodów. A to chce od kogoś dowód, a to pieniądze za nocleg, a to (o zgrozo!) mam czelność zapukać do czyichś drzwi i powiedzieć, że doba już dawno się skończyła i czas wracać do domu.
Dziś czarę goryczy przelała prośba, aby zgłaszać usterki w momencie ich zastania.
Pan był ewidentnie nadwrażliwy (możliwe też, że trafiłam na TEN dzień w miesiącu) bo wygłosił mi TRYRADĘ na temat zasad pracy hotelarza.
Zawsze się zastanawiałam się, kiedy nadejdzie ten magiczny moment, że trafię na jakiegoś wybitnego specjalistę 'z branży', który postanowi skomentować moją pracę. Doczekałam się!
Był to (jakże życiowo doświadczony) facet (chłopak?), rocznik 89', który 'hotelarstwem' zajmuję się od 15 lat, czyli w zasadzie od 8 roku życia pracuje zawodowo, a prawdopodobnie już w łonie matki uczęszczał na praktyki hotelarskie, a może nawet miał własną firmę.
Po porodzie z marszu został dyrektorem jakiegoś hotelu i tak mu zleciało do teraz, kiedy to odwiedza polskie hostele, aby ubliżać pracującym tam ludziom. Żadna inna praca nie jest godna jego kwalifikacji, a niestety nie stworzyli jeszcze stanowiska polegającego na byciu gnojem (poza polityką oczywiście).
Jakby tego było mało, oczywistym jest, że jego rodzice prowadzą hotel. I to hotel nie byle jaki, bo najwyraźniej można tam robić wszystko czego tylko dusza zapragnie i nikt nie zwróci nam uwagi!
Masz ochotę nasrać na recepcji? Nie krępuj się!
A może jesteś prostytutką która nie ma ochoty płacić za nocleg? Nie ma problemu!
Wszystko w myśl zasady 'klient ma zawsze rację' według której, powinnam uśmiechać się kiedy mnie wyzywają, dziękować gdy mnie poniżają, a gdy plują mi w twarz cieszyć się, że pada deszcz i doceniać orzeźwiającą mgiełkę na twarzy. Bo w końcu dają mi na chleb.
Moja rada dla hotelarza stulecia (który najwyraźniej musiał ostro pierdolnąć się w głowę przed wygłoszeniem mi tego wykładu) jest taka, aby zatrudnił się w hostelu i zobaczył z czym, i kim może mieć do czynienia oraz żeby konsekwentnie realizował swoją zasadę lizania gości po dupie.
Szczytów ludzkiej bezczelności jest tyle, ile na świecie szczytów górskich, czyli umówmy się, o wiele za dużo! Ludzka bezczelność bierze się z przekonania, że wszystko nam się należy. To z kolei bierze się z aroganckiego przekonania, że wszystko wiemy najlepiej.
Z tego najwyraźniej wywodzi się zasada, że klient ma zawsze rację i 'jak będę chciał to sobie nasram na środku pokoju, a TY i tak nie możesz mi nic powiedzieć".



