poniedziałek, 18 czerwca 2012

Hello, how can I help you?


Cześć, mam na imię Ania.
Mam 23 lata i jestem recepcjonistką.

Pomyślicie, co to kogo obchodzi? Wynurzenie w stylu uzależnionego na spotkaniu AA.
Całkiem możliwe. Ale skoro mogą powstawać blogi o zakupach, polityce, dzieciach, gotowaniu i innych pierdołach to dlaczego nie o byciu recepcjonistą?
Jeśli ludzie chcą czytać o mejkapach, o tym gdzie jakaś słynna szafiarka kupiła swoje nowe majtki i co dziś zjadła Kasia Tusk, to dlaczego mieliby nie czytać o pracy recepcjonisty?
Niech czytają! Zwłaszcza ku przestrodze. Bo jeśli myślisz sobie, „Hej! A może popracuje jako recepcjonista. To taka fajna praca”, to usiądź wygodnie i poczekaj aż Ci przejdzie.

Idea bloga zaczęła kiełkować w trakcie już prawie rocznej przygody na tym stanowisku.
W ciągu tych przeszło 12 miesięcy wydarzyły się rzeczy, o których nie śniłabym w najgorszych koszmarach ( z tego miejsca pozdrawiam przedstawicielkę ukraińskiej społeczności prostytutek, z którą miałam przyjemność zetknąć się pewnego niedzielnego poranka).
Zaczęło się dość niepozornie, bo od wklejania dialogów na moim fejsbukowym profilu. Wszyscy się śmiali, choć mi do śmiechu nie było. Ktoś nawet rzucił propozycję napisania książki! Bądźmy jednak realistami, nie biorę tego na poważnie.
Po pierwsze - ledwo potrafię sklecić dwa sensowne zdania (co zresztą widać).
Po drugie, chyba najważniejsze - niby kto miałby to przeczytać?
Jedyne o co mogłabym się pokusić to poradnik, coś w stylu: „Jak przetrwać za recepcyjną ladą, nie stając się seryjnym mordercą”.  
Gwarantuje, prawdziwy BESTSELLER!
Koniec końców postanowiłam, że czas przenieść owe historie tutaj.

Z tego jak klaruje się ten chaotyczny wywód, można wywnioskować, że nie pracuję w eleganckim biurze, modnym fitness klubie ani nigdzie tam gdzie recepcjonista może jeszcze pracować. Gdyby tak było, zapewne nie miałabym ochoty strzelić sobie w łeb po każdej zmianie.
Pracuję w hostelu. Jeśli ktoś nie wie co to hostel, to proponuje skorzystać z pomocy wujka Google, gdyż zwyczajnie nie mam ochoty tłumaczyć tego KOLEJNYM osobom. Jeśli Wam się nie chce, bo jesteście śmierdzącymi leniami to poczekajcie, bo o tym zapewne też będzie.
Kinomanom polecam film „Hostel” (osobiście nie widziałam) ale to już jako taki pogląd na moje środowisko pracy (niestety u nas nie wolno mordować…JESZCZE).

Mam zamiar wylewać tu swoje frustracje związane z pracą, więc jeśli oczekujesz słodko-pierdzących tekstów wychwalających ten zawód, to wyjdź bo się nie doczekasz.
Będę też narzekać na gości, więc jeśli chcesz prawić mi morały o etyce zawodu recepcjonisty, również wyjdź.
Wszystko okraszone tu i ówdzie bluzgami, więc jeśli jesteś na nie wyczulony too…masz racje – wyjdź.
Ogólnie ja tu rządze, a jak się komuś nie podoba to wiadomo.

Zapraszam wszystkich którzy mają ochotę zajrzeć za recepcyjną ladę i zobaczyć „z czym to się je”. Mile widziani są również potencjalni hotelowi goście, którzy być może nauczą się czego nie robić i jak zachować się wybierając się do hostelu, nie uprzykrzając przy tym życia Bogu ducha winnym recepcjonistom.
Jeśli jest tu ktoś kto gościł już w hostelu, niech czyta uważnie i spłonie ze wstydu jeśli stał się inspiracją do któregoś z nadchodzących postów.

Dziękuję za uwagę.

P.S. Nie nastawiam się zbyt optymistycznie co do okresu żywotności bloga. Zakładałam ich już miliard, jednak mam do tego słomiany zapał (zupełnie jak do diet i durnych hobby).
Jak mi się będzie chciało, to będę pisać. A jak mi się nie będzie chciało to nie będę.

P.S 2. Nie planuje zdradzać nazwy hostelu w którym urzęduje. Dlatego osoby które znają moją szanowną personę, proszone są o zachowanie wiadomych danych dla siebie.
.


4 komentarze:

  1. Piszesz całkiem znośnie, da się czytać ;D

    Na pewno będę zaglądał, powodzonka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Okay, wprawę masz - to jak burżujski hotel nie zostanie wynaleziony - chociaż będę wiedział, iż ładny hostel nam znajdziesz ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Może w przypływie weny poproszę kiedyś o możliwość wpisu gościnnego?:D

    OdpowiedzUsuń