Cześć, mam na imię Ania.
Mam 23 lata i jestem recepcjonistką.
Pomyślicie, co to kogo obchodzi? Wynurzenie w stylu
uzależnionego na spotkaniu AA.
Całkiem możliwe. Ale skoro mogą powstawać blogi o zakupach,
polityce, dzieciach, gotowaniu i innych pierdołach to dlaczego nie o byciu
recepcjonistą?
Jeśli ludzie chcą czytać o mejkapach, o tym gdzie jakaś słynna szafiarka kupiła swoje
nowe majtki i co dziś zjadła Kasia Tusk, to dlaczego mieliby nie czytać o pracy
recepcjonisty?
Niech czytają! Zwłaszcza ku przestrodze. Bo jeśli myślisz
sobie, „Hej! A może popracuje jako recepcjonista. To taka fajna praca”, to
usiądź wygodnie i poczekaj aż Ci przejdzie.
Idea bloga zaczęła kiełkować w trakcie już prawie rocznej
przygody na tym stanowisku.
W ciągu tych przeszło 12 miesięcy wydarzyły się rzeczy, o
których nie śniłabym w najgorszych koszmarach ( z tego miejsca pozdrawiam
przedstawicielkę ukraińskiej społeczności prostytutek, z którą miałam
przyjemność zetknąć się pewnego niedzielnego poranka).
Zaczęło się dość niepozornie, bo od wklejania dialogów na
moim fejsbukowym profilu. Wszyscy się śmiali, choć mi do śmiechu nie było. Ktoś
nawet rzucił propozycję napisania książki! Bądźmy jednak realistami, nie biorę
tego na poważnie.
Po pierwsze - ledwo potrafię sklecić dwa sensowne zdania (co
zresztą widać).
Po drugie, chyba najważniejsze - niby kto miałby to
przeczytać?
Jedyne o co mogłabym się pokusić to poradnik, coś w stylu:
„Jak przetrwać za recepcyjną ladą, nie stając się seryjnym mordercą”.
Gwarantuje, prawdziwy BESTSELLER!
Koniec końców postanowiłam, że czas przenieść owe historie
tutaj.
Z tego jak klaruje się ten chaotyczny wywód, można
wywnioskować, że nie pracuję w eleganckim biurze, modnym fitness klubie ani nigdzie
tam gdzie recepcjonista może jeszcze pracować. Gdyby tak było, zapewne nie
miałabym ochoty strzelić sobie w łeb po każdej zmianie.
Pracuję w hostelu. Jeśli ktoś nie wie co to hostel, to
proponuje skorzystać z pomocy wujka Google, gdyż zwyczajnie nie mam ochoty
tłumaczyć tego KOLEJNYM osobom. Jeśli Wam się nie chce, bo jesteście
śmierdzącymi leniami to poczekajcie, bo o tym zapewne też będzie.
Kinomanom polecam film „Hostel” (osobiście nie widziałam)
ale to już jako taki pogląd na moje środowisko pracy (niestety u nas nie wolno
mordować…JESZCZE).
Mam zamiar wylewać tu swoje frustracje związane z pracą,
więc jeśli oczekujesz słodko-pierdzących tekstów wychwalających ten zawód, to
wyjdź bo się nie doczekasz.
Będę też narzekać na gości, więc jeśli chcesz prawić mi
morały o etyce zawodu recepcjonisty, również wyjdź.
Wszystko okraszone tu i ówdzie bluzgami, więc jeśli jesteś
na nie wyczulony too…masz racje – wyjdź.
Ogólnie ja tu rządze, a jak się komuś nie podoba to wiadomo.
Zapraszam wszystkich którzy mają ochotę zajrzeć za
recepcyjną ladę i zobaczyć „z czym to się je”. Mile widziani są również
potencjalni hotelowi goście, którzy być może nauczą się czego nie robić i jak
zachować się wybierając się do hostelu, nie uprzykrzając przy tym życia Bogu
ducha winnym recepcjonistom.
Jeśli jest tu ktoś kto gościł już w hostelu, niech czyta
uważnie i spłonie ze wstydu jeśli stał się inspiracją do któregoś z
nadchodzących postów.
Dziękuję za uwagę.
P.S. Nie nastawiam się zbyt optymistycznie co do okresu
żywotności bloga. Zakładałam ich już miliard, jednak mam do tego słomiany zapał
(zupełnie jak do diet i durnych hobby).
Jak mi się będzie chciało, to będę pisać. A jak mi się nie
będzie chciało to nie będę.
P.S 2. Nie planuje zdradzać nazwy hostelu w którym urzęduje.
Dlatego osoby które znają moją szanowną personę, proszone są o zachowanie
wiadomych danych dla siebie.
.
Piszesz całkiem znośnie, da się czytać ;D
OdpowiedzUsuńNa pewno będę zaglądał, powodzonka!
Okay, wprawę masz - to jak burżujski hotel nie zostanie wynaleziony - chociaż będę wiedział, iż ładny hostel nam znajdziesz ;*
OdpowiedzUsuńMoże w przypływie weny poproszę kiedyś o możliwość wpisu gościnnego?:D
OdpowiedzUsuńkoniecznie!! :D
OdpowiedzUsuń