piątek, 29 czerwca 2012

Hostelowi podrywacze

Prawdziwa zmora żeńskiej części hostelowego personelu.
O ile miło jest sobie z kimś niewinnie poflirtować, to z tymi Panami trzeba mieć się na baczności.
Chwila nieuwagi lub nieodpowiedni dobór słów i mamy przesrane do końca ich pobytu, a może i na zawsze (a przynajmniej do czasu końca kariery w hostelu) bo przecież jest ryzyko, że będą do nas wracać, aby wytrwale roztaczać swój urok.
Nie mam tu na myśli Panów, z którymi można uciąć sobie miłą pogawędkę o celu ich wizyty lub w ogóle o czymkolwiek. Nie, to są ludzie normalni, cywilizowani i kulturalni.
Chodzi tu bardziej o typków, którzy już na wejściu zachowują się jakby w życiu nie widzieli kobiety, rzucają przy tym niewybredne komentarze, a ślina cieknie im po pysku. Wrażenia po spotkaniu z taki Alvarem są podobne do tych po zjeździe gołą dupą po nieoheblowanej desce, wprost do wanny pełnej octu. BEZCENNE. To mieszkanka zniesmaczenia i chęci popełnienia samobójstwa lub morderstwa.

Podrywacza ( z łac. misellus culus ) zaliczamy do rodziny zdesperowanych. Wszyscy przedstawiciele działają w trybie 'polowania', w stadzie lub samotnie.
O ile z samotnikiem jeszcze jakoś można sobie poradzić, tak stado to jedna wielka mieszanka różnych typów ubóstwa intelektualnego i desperacji, więc tu jest już trochę trudniej. Warto mieć przy sobie jakiś odstraszacz, np. awaryjną obrączkę ślubną.
Najczęściej takimi podrywaczami są wszelkiego rodzaju monterzy i budowlańcy, chociaż nie ma co generalizować bo zdarza się też jakiś niespełniony muzyczny gwiazdor (o którym nie słyszał nikt poza nim samym), fizjoterapeuta (co już daje mu pole do popisu 'usługami' jakie może nam zaoferować) czy np. właściciel jakiejś firmy lub agencji (bo jeśli to nie zrobi na nas odpowiedniego wrażenia, to co?).

Hostelowi podrywacze nie rozumieją słowa „nie”. Słyszeli je już tyle razy, że funkcjonują w fazie wyparcia. Odmowę traktują jak zachętę do dalszego podrywu i myślą sobie: „Nieeee, ona nie może mnie nie chcieć. Onieśmiela ją mój urok, na bank chce więcej!”
Cóż, brutalna prawda jest taka że NIE, nie chce więcej. Żałuje, że dostała już tyle i próbuje powstrzymać nadchodzący Armagedon, ale o ile nie ma pod ladą kuszy, nie ma co liczyć na sukces.

Przykład? Proszę bardzo.
Ostatnio miałam okazję meldować jednego takiego, który ewidentnie nie rozumiał przekazu słowa 'nie'.
Wywiązała się rozmowa na temat tego skąd jestem, no i oczywiście dowiedziałam się też skąd był ów Pan.

G: To co, może wymienimy się numerami i jak będziesz w Poznaniu do pójdziemy na kawę.
Ja: Ale ja się nie wybieram do Poznania.
G: No ale gdybyś się wybrała, to wiesz zadzwonisz.
Ja: Nie, nie raczej nie.
G: Poważnie?

Po czym poszedł do sklepu. Wraca.
G: To co, wymienimy się tymi numerami?
Ja: NIE.
G: No dawaj wymienimy się.
Ja: (Już przez śmiech, z myślą "Kurwa nie mam 5 lat i nie zbieram Pokemonów) Nie, dzięki.

Poszedł na górę. Wraca.
G: Dobra, pytam ostatni raz! To co, wymieniamy się tymi numerami i jak coś to dzwonisz.
Ja: N-I-E.
Na co jego kolega spojrzał na mnie i skwitował: Wcale Ci się nie dziwie.

Ciekawe rzeczy lubią się też dziać w czasie meldowania, kiedy pada prośba o numer kontaktowy.
W odpowiedzi słyszę:
"A poda mi Pani swój? hue hue"
"Noo to kiedy będzie Pani dzwonić? hue hue"
Oraz moje 'ulubione' jak do tej pory: "A będzie Pani dzwonić i jęczeć do słuchawki hue hue" Oczywiście że będę, w końcu zameldował się Pan we wrocławskim oddziale sex telefonu.

Ich sposób bycia wynika z tego, że wszyscy są przekonani o swoim nieodpartym uroku. To nic, że nie mają zębów, są łysi (no chyba, że ktoś lubi łysych) lub wieku naszych ojców (lub o zgrozo - dziadków). Nie muszą się kąpać, mogą ciągnąć za sobą smród i brud całego dnia, a mimo to są wspaniali. I kiedyś faktycznie może tak było, gdzieś w okolicy epoki kamienia łupanego. Ich podryw ma zresztą tyle finezji co zdzielenie kobiety kijem po głowie. No ale co kto lubi.

Moment gdy cały ten cyrk przestaje być śmieszny i żałosny, a zaczyna być wkurwiający jest wtedy, gdy oblech lustruje nas wzrokiem od góry do dołu i rzuca: "Masz fajne cycki" lub "Pójdziesz ze mną na górę? Ile chcesz stówę, dwie?" To jest właśnie ten moment kiedy serce ściska żal, że pod ladą nie ma kija baseballowego lub chociaż malutkiego paralizatora.
Umówmy się, tego typu komentarze mogą jarać kelnereczkę z nightclubu lub tancerkę z filmu "Czekając na sobotę" ewentualnie galeriankę, która potrzebuje nowych spodni.
Tutaj w najlepszym przypadku mogą spowodować obicie mordy.

3 komentarze:

  1. mów, że chętnie, ale lubisz bez gumy i masz HIV. Gnoje.

    OdpowiedzUsuń
  2. 59 year old Nuclear Power Engineer Deeanne Marquis, hailing from Brentwood Bay enjoys watching movies like Iron Eagle IV and Skimboarding. Took a trip to Mausoleum of Khoja Ahmed Yasawi and drives a Ferrari 500 TRC. ta strona

    OdpowiedzUsuń